Babcine ciasteczka z maszynki






Dom babci otoczony był starymi lipami rosnącymi wzdłuż szarego płotu. Wchodziło się do niego przez mały drewniany ganeczek z misternie wykonaną krateczką zamiast okien. W kuchni stał solidny kremowy kredens, który krył w sobie mnóstwo skarbów. Białe talerze z niebieską obwódką, sztućce z ciemnymi trzoneczkami i przeurocze porcelanowe kubeczki ze złotą obwódką i różowymi kwiatkami. Uwielbiałam pić z nich herbatę słodzoną wygrzanym na słońcu sokiem malinowym, albo napar z lipy gdy dopadło mnie przeziębienie. Wiele bym dała aby być dziś w ich posiadaniu.
Babcia nigdy nie wiedziała kiedy do niej przyjedziemy. Nie było telefonów i nie mam tu na myśli tzw. komórek, ale coś co dziś nazywamy telefonem stacjonarnym. Taki aparat był jedynie w szkole. Można z niego było skorzystać tylko w naprawdę wyjątkowych sytuacjach. Trudno więc było zapowiedzieć się z wizytą. Wpadaliśmy zazwyczaj znienacka, przynajmniej mnie jako dziecku tak się wydawało. Babcia chyba jednak w jakiś sposób je przewidywała, bo zwsze była do nich przygotowana. Lubiłam te niespodziewane wizyty. Lubiłam patrzeć jak babcia krząta się po kuchni. Nakrywa stół czystym, wykrochmalonym obrusem, nastawia czajnik i wyciąga z kredensu  duże metalowe pudełko z ciasteczkami z maszynki. Piliśmy herbatę , chrupaliśmy ciasteczka i oglądaliśmy stare fotografie. Szczególnie zapamiętałam  tę przedstawiającą dziadka w wojskowym przedwojennym mundurze. Pięknie się w nim prezentował.


Wystarczyła mała iskra by pewnej mroźnej, styczniowej nocy to wszystko zamieniło się w stertę gruzu i popiołu. Nie było już małego drewnianego ganeczku i moich ulubionych kubeczków. Nie było kredensu z ciasteczkami i starych fotografii. Pożar wszystko strawił. Został tylko przepis ukryty w zakamarkach pamięci.
Te ciasteczka piekłam razem z moim młodszym synem. Chłopcy zapakowali je do ładnego  metalowego pudełka i podarowali mojej mamie z okazji Dnia Babci.


Babcine ciasteczka z maszynki

Składniki na dwie duże blachy :
  • 4 szklanki mąki
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • 4 żółtka
  • 250g masła
  • 50g smalcu
  • ekstrakt waniliowy

Przesiać mąkę na stolnicę. Dodać pokrojone na kawałki zimne masło i smalec. Posiekać wszystko nożem do uzyskania drobnej kaszki. Zrobić w środku dołek i wbić żółtka. Wsypać cukier puder i dodać łyżeczkę ekstraktu waniliowego. Szybko zagnieść gładkie, elastyczne ciasto. Zawinąć w folię i włożyć na godzinę do lodówki. Schłodzone ciasto przepuścić przez maszynkę do mięsa ze specjalną tarczą do ciasteczek.  Wychodzące paski ciąć na kawałki o długości około 8cm. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w piekarniku nagrzanym do 180°C przez 15 minut. Upieczone ciasteczka od razu przenosić na kratę kuchenną do wystudzenia. Zimne schować do metalowego pudełka.

Smacznego :)
Aronia


COMMENTS

5 komentarze:

  1. ciastka z maszynki!!! najlepsze pod słońcem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam i zawsze kojarzą mi się z pewną Panią :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pamiętam smak tylko tych kupnych, Twoje muszą być milion razy lepsze:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma jak u Babci! Ciasteczka bardzo fajne, kruche, idealne na prezent! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniałe :) Sekret ciasteczek, ich kruchości tkwi w... tłuszczu. Moja babcia uzywała do tego wypieku też smalcu. Ja, podobnie jak Ty zamieniam go częściowo na masło. Ciasteczka są idealne! Kruchutkie. Mniam
    Pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń