Słodki koniec karnawału w AKW




         
           Pod koniec karnawału prezentowałam na blogu przepisy na smażone słodkości rodem z Włoch. Skąd u mnie nagle takie zainteresowanie włoskimi przysmakami karnawałowymi? Wszystko za sprawą warsztatów w Akademii Kulinarnej Whirlpool na warszawskiej Pradze, w których miałam przyjemność uczestniczyć pod koniec stycznia. Warsztaty przebiegały pod hasłem „KARNAWAŁ – TROCHĘ SZALEŃSTWA NA CO DZIEŃ”. No i zaszaleliśmy. Pod czujnym okiem założyciela Akademii Marco Ghia nasmażyliśmy tyle słodkości, że aż trudno było to wszystko zjeść.  Musieliśmy zabrać część ze sobą ku wielkiej uciesze moich domowników.


Słodki koniec karnawału w AKW






Karnawał we Włoszech ma długą i wciąż żywą tradycję kulinarną. Każdy region, każda wioska, a nawet poszczególne rodziny mają swoje sprawdzone receptury przekazywane z pokolenia na pokolenie. Podobnie zresztą jak u nas, chociaż dziś już mało kto sam smaży pączki. Chyba, że jest tak jak ja blogerką kulinarną i miłośniczką domowych wypieków. Wiem to po sobie. W moim domu mama zawsze w karnawale smażyła kilka razy pączki. Teraz robię to tylko ja. Siostry już nie kontynuują tej tradycji. A warto. Nie muszę chyba nikogo o tym przekonywać. Wiele osób uważa, że to zbyt skomplikowane, i  że sobie z tym nie poradzą.  Od tego są właśnie takie warsztaty. To zupełnie co innego niż przeczytanie przepisu w Internecie, czy nawet obejrzenie krótkiego filmiku instruktażowego. Tutaj sami przygotowujemy wszystko od początku do końca. Daje to nam możliwość dotknięcia, wyczucia konsystencji i posmakowania. O wiele prościej jest później powtórzyć taki przepis w domu. Wszyscy uczestnicy są na takim samym poziomie, więc nie ma się czego wstydzić. Zawsze można dopytać jak się czegoś nie rozumie, poznać wiele wspaniałych osób, wymienić dotychczasowe doświadczenia i bardzo przyjemnie spędzić czas popijając specjalnie dobrane przez szefa Akademii na tę okazję włoskie wino.




W ciągu czterech godzin udało się nam przygotować :
Ja niestety nie mogłam się objeść do woli.  Spróbowałam zaledwie po jednej sztuce by wiedzieć do czego dążyć.
Kto uważnie śledzi mojego bloga mógł się przekonać czy moja nauka nie poszła w przysłowiowy las.
Na początku lutego powtórzyłam większość przepisów w domu i zamieściłam na blogu.
A oto efekty mojej pracy.





W Akademii  byłam już kilka razy i niezmiennie  panuje tam wspaniała, iście rodzinna atmosfera. Zawsze z wielką przyjemnością tam wracam.
Bardzo serdecznie dziękuję Akademii za zaproszenie i zdjęcia niezbędne do przygotowania tej relacji.

Aronia

Comments

0 komentarze:

Prześlij komentarz