Ryż z jabłkami i rodzynkami



Śniadanie w słoiku

       

               Czy można patrzeć i nie widzieć? Czy można przechodzić koło czegoś codziennie i tego nie zauważać? Czy można spoglądać na otaczającą nas rzeczywistość i nie widzieć zmian zachodzących wkoło. Otóż można. Tak było właśnie ze mną. W nawale pracy nawet nie zauważyłam jak odeszło lato. Nie wiem kiedy, nie wiem dokąd ale wiem na pewno, że na zbyt długo i to stanowczo. I chociaż przez większość swego panowania spływało strugami deszczu to i tak jest mi ogromnie żal  jego ciepłych, chociaż rzadkich,  promieni słonecznych, soczystej i wyjątkowo bujnej tego lata zieleni, aromatycznych truskawek, których było jak na lekarstwo, topiących się na języku lodów, orzeźwiających owocowych koktajli,  porannej kawy pitej na tarasie czy romantycznych wieczorów pod rozgwieżdżonym niebem. Mogłabym jeszcze tak długo wymieniać ale wtedy robi mi się jeszcze bardziej smutno…

Większość dni  w ciągu ostatnich blisko trzech miesięcy zaczynała się dokładnie tak samo, no może za wyjątkiem niedzieli kiedy nie pracuję zarobkowo. Ona jest przeznaczona dla tych, których kocham najbardziej na świecie. Najpierw wymyślanie przepisu, następnie stworzenie dokładnej receptury i przygotowanie stanowiska do sesji zdjęciowej. Wybór tła, naczyń i dodatków. Później przychodzi  czas na wcielenie pomysłu w czyn. Korektę przepisu i dopracowanie receptury. Nie zawsze wszystko idzie po mojej myśli. Często gotowa potrawa nie wygląda tak jakbym tego oczekiwała i konieczna jest powtórka. Innym razem gdy ląduje przed obiektywem okazuje się, że wybór tła  dodatków nie był najlepszy. Wówczas zaczyna się walka z czasem, który przy fotografowaniu jedzenia ma ogromne znaczenie. Z każdą minutą bowiem gotowa potrawa traci na wyglądzie.  Stres, pośpiech i złośliwość rzeczy martwych. Też pewnie to znacie…



Jak się teraz nad tym zastanawiam było mnóstwo symptomów odchodzącego lata. Przynoszone do domu na podeszwach butów  pożółkłe liście brzozy, czerwieniejące za oknem owoce dzikiej róży i przyczajony na trawniku pod jałowcem muchomor. Poranna rosa osiadająca na rozciągniętych między krzewami nitkach babiego lata. Zwisające kiście ciemnych  winogron i kwitnące na rabacie różnobarwne astry. Wiewiórki pracowicie zakopujące w ogrodzie żołędzie, których z reguły potem nie mogą znaleźć sadząc po ilości sadzonek wyrastających wiosną. Pachnące inaczej powietrze i zmierzch zapadający w porze kolacji. Dlaczego nie zauważyłam tego wszystkiego? Dlaczego nie przygotowałam się na jego odejście? Dlaczego nie prosiłam rozpaczliwie by zostało? Przecież wie jak bardzo nie lubię jesieni. Dlaczego? Dlaczego nie można zatrzymać czasu..?

„Nie, nie możesz teraz odejść. Popatrz listki takie młode nim jesieni rdza i śmierć. Nie, nie możesz teraz odejść kiedy cała jestem głodem twoich oczu, dłoni twych. Mów, powiedz, że zostaniesz jeszcze nim odbierzesz mi powietrze zanim wejdę w wielkie nic…..”  *)

Ciepłe śniadanie to jest to czego mi teraz najbardziej potrzeba. Wlewam do rondla mleko. Wsypuję ryż i przyprawiam wanilią. Nie, nie, to jeszcze nie czas na korzenne nuty. Jeszcze przyjdzie na nie pora gdy jesień pokaże swoje szare oblicze, ponure i mgliste. Przykrywam rondel pokrywką i zmniejszam płomień gazu. Niech się pomału gotuje. Kroję na cząstki obrane jabłka i karmelizuję je na patelni. Chcę by delikatnie zmiękły i skąpały się w brązowym cukrze. Układam naprzemiennie warstwami w moich ulubionych słoiczkach, przesypując rodzynkami..



Ryż z jabłkami i rodzynkami - przepis


Składniki na 4 porcje:
Karmelizowane jabłka:
  • 4 jabłka
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka brązowego cukru
Dodatkowo:
  • 2 łyżki rodzynek

Do rondelka z grubym dnem wlać mleko kokosowe. Dodać 1 płaską łyżkę cukru, ekstrakt waniliowy i szczyptę soli. Zagotować. Wsypać ryż, zamieszać i zmniejszyć płomień na minimalny. Gotować na małym ogniu pod przykryciem do momentu aż ryż będzie miękki. Od czasu do czasu zamieszać aby ryż się nie przypalił. W zależności od gatunku ryżu trwa to około 30-45 minut. Ryż powinien napęcznieć, być miękki  i wchłonąć całkowicie mleko.
W tym czasie obrać jabłka. Usunąć gniazda nasienne i pokroić w grubą kostkę. Roztopić na patelni masło. Wsypać pokrojone jabłka. Posypać je cukrem trzcinowym i smażyć mieszając 3-4 minuty.
Przygotować 4 słoiczki lub inne naczynia. Układać naprzemiennie warstwami karmelizowane jabłka, rodzynki i ryż. 
Słoiczki przeznaczone na późniejsze spożycie można zamknąć (po całkowitym wystudzeniu) i wstawić do lodówki. Można je tam przechowywać 2-3 dni.

Ryż z jabłkami i rodzynkami - podobne przepisy
Ryż na mleku kokosowym z porzeczkami
Kokosowy pudding ryżowy z wiśniami i pistacjami

Smacznego :)
Aronia
-----------------------
*) Fragment tekstu piosenki "Samba przed rozstaniem" – autor tekstu Janusz Kofta




COMMENTS

5 komentarze:

  1. na leniwy sobotni poranek :) mniaaam, ciepłe skarpetki i książka na tarasie do tego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie akurat pogoda deszczowa więc taras odpada, ale ciepłe skarpetki i książka jak najbardziej :)

      Usuń
  2. Kocham taki ryż, a już wieki nie jadłam :)
    https://rankiemwszystkolepsze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. To musi być pyszne, prostota, a taka efektowna :)

    OdpowiedzUsuń